O przebaczeniu w kinie i w życiu

scorseze

Poznajemy go w Chinach, w jednej z pierwszych scen filmu. Japończyk, który uciekł z kraju. Obskurna knajpa i pijak, który stacza się w jakąś otchłań. Przytłacza go tragedia ale i wyrzuty sumienia. Ostatecznie godzi się wrócić do Japonii, by być przewodnikiem dla dwóch zakonników Rodriguesa i Garupe. Wie, że powrót oznacza niebezpieczeństwo i pewną śmierć. Wiedzą to też zakonnicy. W Japonii toczy się prawdziwa rzeź wyznawców Chrystusa.

Japończyk o którym mowa to Kichijiro, swoisty Judasz, który zdradził – a teraz chce się nawrócić. I się nawraca. Jego spowiedź – skonfrontowana ze szczęściem japońskich chrześcijan/wieśniaków, którzy odzyskali wiarę (mają księży, sakramenty, wsparcie) – jest szczera i autentyczna. Cała rodzina Kichijiro, żona, dzieci, rodzice zostali zabici. On nie, bo zaprał się Chrystusa. Zbity jak pies musiał jeszcze patrzeć jak płoną na stosie. Ale żyje. A teraz przywiózł misjonarzy. Prawie bohater.

Idyllę przerywa kolejna fala prześladowań. Wysublimowanych. Wystarczy „tylko” podeptać święte obrazy, by pokazać, że nie jest się chrześcijaninem. Tyle tylko, że to daje zielone światło dla prześladowań, krzyży i stosów. Wybrani losowo wieśniacy nie depczą obrazu. Jedyny, który to zrobi, i to od razu, bez chwili wahania jest Kichijiro. Żałuje, wstydzi się tego. Ucieka. A wioska jest palona. Misjonarze przesłuchiwani, szantażowani. Wyrzuceni z wyspy. Kategorycznie. Bez prawa powrotu. Gdy mimo wszystko padre Garupe wraca na wyspie nie ma nikogo. Wszystko spalone. Głód i zimno. Rozpacz. Jedyny człowiek który tu mieszka i ratuje jezuitę od śmierci to oczywiści Kichijiro. I znowu się spowiada. Trzeba zobaczyć minę ojca Garupe, jego rozterki i z wysiłkiem skrywaną niechęć do Kichijiro. Znowu? Rozgrzeszyć? Jego? A zaraz potem kolejna zdrada. Samuraje aresztują Garupe. Wiozą go do    prefekta Ichizo. Żarty się skończyły. Skąd wiedzieli, że wrócił, że jest na wyspie? Ostentacyjnie rzucane srebrniki, zbierane przez  Kichijiro tłumaczą wszystko.

Nie jest celem biuletynu parafialnego recenzowanie „Milczenia” Martina Scorsese. Kto chce niech idzie do kina. Zobaczy. Sam oceni. Wzmiankowana historia Kichijiro to tylko jeden z wielu wątków poruszonych w filmie. Trudnych. Niejednoznacznych. Prowokujących do myślenia. Nie zdradzając całej fabuły warto nadmienić, że Kichijiro będzie znowu szukał dostępu do więzienia prefekta Ichizo, w którym siedzi padre Garupe, by znowu się spowiadać i nomen omen zaraz potem zdradzić i zaprzeć się Jezusa. I że nie będzie to ostatni akt jego sfiksowanego sumienia.

I co? Znowu mu przebaczyć? Nałożyć jakąś tam pokutę i udzielić rozgrzeszenia? Przecież on znowu zdradzi, zaprze się. Przez niego ginąć będą ludzie! W Ewangelii heroiczne przebaczenie po siedemkroć zaproponowane przez św. Piotra skonfrontowane jest Jezusowym „Nie mówię ci, że aż siedem razy, lecz aż siedemdziesiąt siedem razy”. Przebaczyć, zawsze i bezwarunkowo. Tyle tylko, że to takie trudne. Nie gwarantujące zmiany u tego, komu się przebacza. Bolące, nieraz pełne upokorzenia. Powiedzmy to szczerze, po ludzku niesprawiedliwe i nierealne. A po Bożemu – jedyne i możliwe. Po prostu dla tego, kto wierzy i ufa Bogu – nie ma innej opcji. Dzięki Bogu, że jest jeszcze to Jezusowe „aż”, „aż” pełne wysiłku, buntu, rezygnacji. W ostateczności dające ukojenie i spokój ducha. Jedyne, by się nie pozabijać i znienawidzić. „Aż” które pokazuje, że przebaczenie jest naprawdę trudne.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>